Led Zeppelin, The Beatles, Jackson, Queens Of The Stone Age - tricki w studio nagrań.

Zaktualizowano: sty 9


Mikrofon w studio nagrań Vintage Records
Mikrofon Beyerdynamic M160 w studio nagrań Vintage Records

Większość z nas słucha muzyki, część po prostu się nią delektuje a mała grupka stara się dociekać, dlaczego to brzmi właśnie tak jak brzmi? Ja osobiście jestem w tej małej grupce. Jeśli można poznać kulisy powstawania jakiegoś znanego i jednocześnie bardzo specyficznie brzmiącego utworu, nie spocznę póki się nie dowiem. Część z opisywanych tutaj sytuacji większość z Was pewnie zna na pamięć. Zapraszam zatem szczególnie tych, którzy dopiero chcą poznać kilka historyjek ze studiów nagraniowych.


Perkusja Bonhama w When the Levee Breaks


W latach 60 perkusistów nagrywających w studio zamykano przeważnie w małym pomieszczeniu, odizolowanego od reszty. Jego zestaw brzmiał bardzo "sucho" i bez elementów brzmienia samego pomieszczenia studyjnego. Do czasu. Zespół Led Zeppelin stacjonujący w miejscu zbudowanym w 1795 roku jako przytułek biednych i niepoczytalnych, zwanym Headley Grange, był w trakcie sesji do czwartego albumu. Warto dodać, że wcześniej próby odbywał tam również zespół Fleetwood Mac. Pod koniec sesji dostarczono zespołowi nowy zestaw perkusyjny. Ustawiono bębny w pierwszym pomieszczeniu, które było bardzo wysoką klatką schodową. Gdy Bonham zaczął grać w tym miejscu, sound był tak potężny i oryginalny, że zespół postanowił to wykorzystać. Andy Johns za pomocą dwóch mikrofonów Beyerdynamic M160 opuszczonych z wyższego piętra nad perkusję nagrał w zasadzie gotowe brzmienie. Zespół stwierdził że nie trzeba nawet dodawać mikrofonu do stopy. Brzmienie pomieszczenia było tak zbalansowane, że niewiele było do roboty. Sygnał z mikrofonów został skompresowany za pomocą kompresora wbudowanego w konsoletę Helios, która była na wyposażeniu mobilnego studia nagrań, wypożyczonego od Rolling Stonesów. (Dziś replika tego kompresora nazywa się Radioman Compressor i jest na wyposażeniu Vintage Records Studio). Johns wzbogacił brzmienie za pomocą delaya taśmowego Binson Echorec i ponownie skompresował. Resztę już doskonale znamy. Ten cover pierwotnie wykonywany przez Memphis Minnie w 1929 roku dzięki Led Zeppelin stał się kamieniem milowym jeśli chodzi o brzmienie bębnów w muzyce rockowej. Zespołu nie kusiło jednak do powielania pomysłu w innych utworach. Zostawili to jako swoistą wisienkę na torcie.


Gitara elektryczna nagrana w tzw. "linię"? Czemu nie?


Zostajemy jeszcze przy rockowym gigancie jakim jest Jimi Page. Wsłuchując się w mega hit Neila Younga pt. Cinnamon Girl, Page wiedział że nagrane tam gitary zostały podpięte bezpośrednio bez udziału wzmacniacza. Brzmienie mu się bardzo podobało więc wspólnie z Andym Johnsem postanowili zmierzyć się z tematem. Wybrali utwór Black Dog. Nie mogli tego zrobić wystarczająco dobrze w Hedley. Stwierdzili że potrzebne będzie najlepsze studio nagrań. W londyńskim Island Studios podpięli gitarę za pomocą Di-Boxa bezpośrednio do przedwzmacniacza mikrofonowego w stole mikserskim. Za pomocą preampu też wygenerowali specyficzny przester. Sygnał wpuszczono do dwóch połączonych szeregowo kompresorów Urei 1176. Jednym zniekształcono dźwięk a drugim skompresowano. Mało tego, każdy riff poddawano obróbce trzykrotnie. Obrabiano osobno dźwięk z kanału lewego, osobno z prawego oraz części centalnej. Można powiedzieć że użyto techniki mid/side.


Operowanie prędkością przesuwu taśmy.